6 lipca 2026 r. trzy partie – Asyryjski Ruch Demokratyczny, Partia Jedności Bet-Nahrain oraz Asyryjska Partia Narodowa – przy udziale licznych organizacji społeczeństwa obywatelskiego zorganizowały pokojowy protest przed siedzibą gubernatora prowincji Dohuk (ܒܝܬ ܢܘܗܕܪܐ, Bet-Nuhadra). Celem manifestacji było wyrażenie sprzeciwu wobec sposobu, w jaki od lat traktowana jest jedna z najpoważniejszych spraw dotyczących egzystencji Asyryjczyków w północnym Iraku. Chodzi o problem bezprawnego zajmowania historycznych ziem i kilkadziesiąt wsi (dokładnie: 57, z malowniczo położoną wsią o nazwie Kaszkała) prowadzenie polityki zmian demograficznych oraz niewykonywanie prawomocnych wyroków sądowych wydanych w tych sprawach.
Protest nie był wydarzeniem przypadkowym ani próbą politycznej eskalacji. Stanowił naturalną konsekwencję trzydziestu pięciu lat bezowocnego oczekiwania, podczas których wyczerpano wszelkie możliwości dialogu i działań politycznych. Powołano dziesiątki komisji, odbyły się niezliczone spotkania, a władza złożyła wiele obietnic, które ostatecznie okazały się bez pokrycia. Żadna z nich nie doprowadziła do sprawiedliwego rozwiązania kwestii zagrabionych ziem, których łączna powierzchnia wynosi aż 47500 hektarów. Problem nie wynika z braku możliwych rozwiązań, lecz z braku politycznej woli ich wdrożenia.
Z biegiem czasu kwestia bezprawnego zajmowania ziem przestała być postrzegana jako problem prawny, a stała się przedmiotem kalkulacji politycznych i partyjnych. Zamiast traktować ją jako spór między sprawcą naruszenia prawa a poszkodowanym, rozstrzygany zgodnie z obowiązującymi przepisami, zaczęto rozpatrywać ją przez pryzmat równoważenia praw pokrzywdzonych z interesami politycznymi i partyjnymi. W praktyce doprowadziło to do ochrony osób dopuszczających się naruszeń prawa, blokowania wykonania prawomocnych wyroków sądowych oraz utrwalania stanu rzeczy sprzecznego z elementarnymi zasadami sprawiedliwości i praworządności.
Żadne państwo ani region dążący do budowy silnych i wiarygodnych instytucji nie może akceptować utrzymywania takiego stanu. Wartość wyroków sądowych nie wynika bowiem wyłącznie z faktu ich wydania, lecz przede wszystkim z braku woli ich wykonania. Jeżeli orzeczenia sądów pozostają jedynie martwą literą, obywatele otrzymują jasny sygnał, że wpływy polityczne i gry partyjne są silniejsze od prawa, a zasada równości wobec wymiaru sprawiedliwości nie obowiązuje wszystkich w jednakowym stopniu.
Szczególnie niepokojącą praktyką stało się bezprawne zakładanie nowych osiedli na zagrabionych ziemiach należących do asyryjskich wsi. Następnie instytucje regionu nadają tym nielegalnie utworzonym miejscowościom oficjalne nazwy i wpisują je do rejestrów administracyjnych, stwarzając pozory legalności dokonanego zawłaszczenia. Tego rodzaju działania, prowadzące do utrwalania skutków bezprawnego przejmowania cudzej własności, mają miejsce w XXI wieku i stanowią rażące naruszenie zasad państwa prawa oraz poszanowania praw własności.
Niepokojące jest także to, że wieloletnie odwlekanie rozwiązania problemu nie było jedynie odkładaniem decyzji na później, lecz sprawiało wrażenie świadomej próby narzucenia faktów dokonanych poprzez stopniowe wyczerpywanie determinacji prawowitych właścicieli tych ziem i doprowadzenie ich do zniechęcenia. Próby te zakończyły się jednak niepowodzeniem. Asyryjczycy pozostali wierni swojej ziemi i nadal są gotowi bronić swoich historycznych praw, wierząc, że roszczenia wynikające z bezprawnego pozbawienia własności nie ulegają przedawnieniu.
Partia rządząca dysponuje wszelkimi kompetencjami i instrumentami niezbędnymi do ostatecznego, sprawiedliwego rozwiązania tej sprawy. Nie jest to z pewnością kwestia braku środków ani możliwości, lecz wyłącznie decyzji politycznej. Gdy tylko pojawi się rzeczywista wola polityczna, wykonanie prawomocnych wyroków sądowych i przywrócenie praw ich właścicielom stanie się naturalnym obowiązkiem, niewymagającym powoływania kolejnych komisji ani składania nowych obietnic.
Żądania Asyryjczyków nie mają charakteru politycznego i nie zmierzają do wywołania konfrontacji ani pogorszenia relacji między siłami politycznymi. Przez minione dziesięciolecia konsekwentnie dążyli oni wyłącznie do osiągnięcia sprawiedliwego rozwiązania poprzez dialog, porozumienie i współpracę, mimo nacisków, represji politycznych i gróźb, których doświadczali. Nadal pozostają przekonani, że rozwiązanie tego problemu powinno nastąpić w sposób zgodny z prawem, z pełnym poszanowaniem zasady równości i bez jakiejkolwiek dyskryminacji.
Manifestacja protestacyjna z 6 lipca była protestem przeciwko trwającej od lat niesprawiedliwości oraz apelem o poszanowanie prawomocnych orzeczeń sądowych, których wykonanie mogłoby zakończyć cierpienia trwające od ponad trzech dekad. Demonstracja była pokojowym i odpowiedzialnym wyrazem obywatelskiego sprzeciwu, przypominającym, że poszkodowani nie domagają się przywilejów, lecz realizacji praw gwarantowanych przez konstytucję i obowiązujące ustawy. Sprawiedliwość będzie mogła zostać przywrócona dopiero wówczas, gdy właścicielom zostaną zwrócone ich ziemie, skutki bezprawnego zawłaszczania gruntów i zmian demograficznych zostaną odwrócone, a zasada, że prawo stoi ponad wszystkimi – bez wyjątku – stanie się rzeczywistością.
Trzeba jasno powiedzieć, że odpowiedzialność za ochronę rdzennych wspólnot oraz stworzenie warunków gwarantujących ich przetrwanie i zachowanie godności spoczywa na władzach. Asyryjczycy mają już dość górnolotnych haseł i konferencji poświęconych rzekomo pokojowemu współistnieniu, podczas gdy naruszenia ich praw wciąż się powtarzają i nie spotykają się z reakcją władz. Prawdziwe współistnienie nie jest mierzone liczbą konferencji ani wygłoszonych przemówień, lecz stopniem ochrony praw obywateli, skutecznością pociągania sprawców naruszeń do odpowiedzialności oraz przekładaniem deklaracji na konkretne działania.
Na zakończenie warto dodać, że nie wszyscy uczestnicy mogli dotrzeć na miejsce manifestacji. W wielu przypadkach kurdyjskie „siły bezpieczeństwa” uniemożliwiały grupom przybywającym z różnych miejscowości dotarcie do celu, blokując ich przemarsz. Wobec części uczestników stosowano środki przymusu i agresję. Mimo tych utrudnień demonstracja była obserwowana przez przedstawicieli niektórych agencji prasowych i spotkała się z reakcją części organizacji międzynarodowych.
