Od pionierów do outsiderów. Asyryjczycy w syryjskim regionie Al-Dżazira

Region Al-Dżazira (arab. إقليم الجزيرة; syr. ܦܢܝܬܐ ܕܓܙܪܬܐ) to północno-wschodni obszar Syrii na pograniczu z Turcją i Irakiem. Od tysiącleci mieszkają tutaj Asyryjczycy, obecnie będący jedną z mniejszości narodowych obok Arabów, Kurdów, Ormian i Jezydów. Chrześcijanie różnych narodowości i wyznań stanowią tutaj ok. 30% ludności. Największe miasta to Hasaka i Kamiszli.

Gawrijje Hanna Raszszo, nazywany „Człowiekiem z żelaza” oraz „człowiekiem, w którego rękach żelazo mięknie”, urodził się w 1943 roku w Kamiszli. Jego matka miała korzenie ormiańskie, natomiast ojciec wywodził się ze społeczności asyryjskiej. Od najmłodszych lat Gawrijje wykazywał wyjątkowe zainteresowanie mechaniką oraz funkcjonowaniem metalowych urządzeń i jako nastolatek potrafił naprawić niemal każdy znany wówczas mechanizm, niezależnie od stopnia jego skomplikowania. Z tego względu został zatrudniony w kombinacie Asfar i Nadżdżar, prowadzony przez dwóch asyryjskich braci pochodzących z miasta Diyarbakir (na terenie dzisiejszej Turcji).

            W latach sześćdziesiątych, w obliczu kryzysu związanego z dostawami benzyny i gazu z Iraku do silników kombajnów, Gawriyye dokonał istotnej innowacji technicznej. W 1962 roku przystosował kombajn do pracy z silnikiem wysokoprężnym. Sukces ten umożliwił mu podjęcie równoległej pracy w największym warsztacie mechanicznym w regionie, prowadzonym przez Asyryjczyka z Urfy (dziś w Turcji) o imieniu Abdelmadżida.

            6 stycznia 1965 roku Gawrijje otworzył własny warsztat. W nim wyszkolił dziesiątki uczniów. W udzielonych wywiadach podkreślał znaczenie swojej działalności dla lokalnej społeczności: „Należałem do drugiego pokolenia budowniczych miasta Kamiszli, które miało nazywać się Zalin. Ja i moi uczniowie przyczyniliśmy się do rozwoju regionu. Dbaliśmy o poprawne relacje, bezgraniczną współpracę i wspieranie kultury. Ważny był dla nas porządek, czystość i etyka pracy”. Opisywał wielokulturowy charakter dawnej Kamiszli. Przypominał, że minaret pierwszego meczetu w mieście został wzniesiony przez Asyryjczyka z Midyatu o imieniu Elias, którego imię jest wyryte w murze budowli. Wspominał spotkania towarzyskie organizowane w weekendy w kawiarni Abu Albera, mieszczącej się przy starej stacji kolejowej prawie przylegającej do granicy z Turcją. Większość uczestników tych biesiad stanowili Asyryjczycy i Ormianie. Reakcja tureckich żołnierzy, do których docierał śpiew dochodzący z kawiarni, była taka, że wychodzili z bunkrów, tańczyli przy muzyce i oddawali strzały na wiwat.

            Pytany o współczesne oblicze Kamiszli, Gawrijje wyrażał krytyczną ocenę przemian społecznych i kulturowych miasta. „Miasto zmieniło się nie do poznania, przede wszystkim w sensie negatywnym. Zanikła dawna kreatywność mieszkańców. Przestrzeń miejska uległa degradacji i zaniedbaniu. W czasach mojej młodości miasto odznaczało się zdrową i twórczą konkurencją, porządkiem, dbałością o estetykę. Wszędzie działały kluby sportowe. Nasza drużyna piłki nożnej była najlepszą w kraju. Tutaj odbywały się mecze międzynarodowe. Nasi mistrzowie techniki produkowali i eksportowali różnego rodzaju sprzęt rolniczy”.

            Gawrijje Hanna Raszszo zmarł 20 maja 2026 roku w wieku 83 lat. Już w dniu jego śmierci w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się nagrania rozmów, które przeprowadzono z nim przez ostatnie lata jego życia, oraz krótkie artykuły poświęcone jego życiu i działalności.

            Wyrażoną wyżej opinię potwierdzają ostatnie wydarzenia polityczne w Syrii. Po obaleniu 8 grudnia 2024 roku rodziny Asadów, sprawującej nieprzerwanie władzę od 1970 roku, kontrolę nad państwem przejęły ugrupowania reprezentujące nurt islamskiego dżihadu. Pod koniec maja 2026 roku zorganizowano pośrednie wybory do nowego parlamentu, liczącego 210 deputowanych. Arbitralnie ustalono, iż jedna trzecia składu tego organu, a więc 70 osób, zostanie wyłoniona w drodze nominacji dokonywanych przez „tymczasowego” prezydenta państwa. Pozostałe mandaty miały przypaść kandydatom wskazanym przez specjalnie powołane ciała elektorskie działające w poszczególnych regionach kraju.

            Dla prowincji Al-Dżazira przewidziano 15 mandatów deputowanych, z czego pięć pozostawiono do bezpośredniej nominacji głowy państwa (jeden z nich ma być asyryjski działacz, Gabriel Musze), natomiast dziesięć miało zostać obsadzonych spośród członków regionalnych ciał elektorskich. Ośrodek prezydencki nie tylko marginalizował środowiska opozycyjne i był oskarżany o dążenie do monopolizacji władzy, co w sposób oczywisty osłabi legitymizację nowego zgromadzenia, lecz również dopuszczał się selektywnego doboru składów ciał elektorskich na szczeblu prowincjonalnym.

            We wszystkich trzech głównych okręgach prowincji Al-Dżazira doszło do porozumień pomiędzy środowiskami kurdyjskimi i arabskimi, opartych na kryterium religii, dotyczących podziału dziesięciu mandatów z całkowitym pominięciem asyryjskich chrześcijan. W Kamiszli spośród 200 członków ciała elektorskiego znalazło się jedynie 18 Asyryjczyków, przy czym żadnemu z nich nie umożliwiono zgłoszenia kandydatury do Zgromadzenia Narodowego. W mieście wojewódzkim Hasaka ciało elektorskie liczyło 150 potencjalnych kandydatów, w tym zaledwie pięciu Asyryjczyków; spośród nich zgodę na kandydowanie otrzymała wyłącznie jedna osoba — Asyryjka Ninurta Szamoun — przy czym wynik wyborów był z góry przesądzony i zakończył się nieuzyskaniem mandatu. W Malikijje proporcje wynosiły odpowiednio 100 członków ciała elektorskiego, w tym 23 Asyryjczyków. Dane te nie pozostają w proporcji do rzeczywistego znaczenia społecznego, kulturowego i politycznego społeczności asyryjskiej w regionie.

            W życiu społecznym i codziennych praktykach wielu muzułmanów dostrzega wyraźną przewagę instytucji oraz środowisk asyryjskich. Edukację swoich dzieci powierzają często szkołom asyryjskim, postrzeganym jako lepiej zorganizowane i zapewniające wyższy poziom nauczania. Chętniej zamieszkują dzielnice chrześcijańskie, uznawane za bardziej uporządkowane i bezpieczne, a także preferują współpracę z chrześcijanami, którym przypisują większą rzetelność i wyższy poziom kultury społecznej. Równie znamienny jest fakt, iż znaczna część muzułmanów wybiera emigrację do krajów Europy i Ameryki o tradycji chrześcijańskiej, poszukując tam wolności, bezpieczeństwa, szerszych możliwości rozwoju oraz godnych warunków życia.

            Jednakże w momentach politycznej konfrontacji kryterium religijne okazuje się często nadrzędne wobec kompetencji czy kwalifikacji kandydatów. Zjawisko to znalazło potwierdzenie w tych wyborach, które zostały uznane za pozbawione rzeczywistego pluralizmu politycznego. Asyryjczycy oraz Ormianie zostali w praktyce wykluczeni z procesu reprezentacji politycznej. W ocenie krytyków tego procesu postawa znacznej części elektoratu muzułmańskiego stanowiła przejaw ekskluzywizmu religijnego i etnicznego, prowadzącego do marginalizacji wspólnot chrześcijańskich. Nawet ewentualne mianowanie przez prezydenta Ahmada al-Szaraa stanowiących jego pulę pięciu deputowanych spośród chrześcijan nie byłoby w stanie zneutralizować negatywnych skutków politycznych manipulacji, przypisywanych koalicji środowisk kurdyjskich i arabskich.

            Celowe wykluczenie chrześcijan za pośrednictwem „ciał elektorskich”, działających w koordynacji z Najwyższą Komisją Wyborczą, podważyło fundamenty współistnienia społecznego, osłabiło wzajemne zaufanie oraz pogłębiło podziały w lokalnej tkance społecznej. Nie wydaje się przesadą stwierdzenie, iż owe nieformalne porozumienia, postrzegane przez wielu wręcz jako zmowa polityczna, pozostawiły w społeczności chrześcijańskiej głębokie poczucie krzywdy i marginalizacji, którego przezwyciężenie może okazać się procesem długotrwałym.

            Wszystko wskazuje na to, iż mechanizm ten został zaprojektowany w taki sposób, aby reprezentacja Asyryjczyków ograniczała się wyłącznie do puli mandatów pozostających w gestii prezydenta Ahmada al-Szaraa. W opinii części obserwatorów rozwiązanie to stanowi próbę stworzenia wrażenia troski prezydencji o reprezentację chrześcijan, przy jednoczesnym pozbawieniu ich realnych szans uczestnictwa w procesie wyborczym. Narastają również obawy, iż reprezentacja asyryjska i ormiańska w przyszłym parlamencie z prowincji Hasaka może zostać zredukowana do zaledwie jednego mandatu, i to obsadzanego wyłącznie w drodze nominacji prezydenckiej w ramach wspomnianej jednej trzeciej miejsc.

            Najwięcej komentarzy dotyczących tej sytuacji, nacechowanych poczuciem żalu oraz rozczarowania z powodu nieoczekiwanego „ciosu” ze strony współobywateli — którzy zarówno sami, jak i ich przodkowie, od stuleci pozostawali świadkami asyryjskiego wkładu w rozwój regionu — opublikował asyryjski działacz Souleman Yusph, mieszkający w Kamiszli i od wielu lat na bieżąco komentujący wydarzenia polityczne oraz społeczne w regionie. Jego wypowiedzi odbiły się szerokim echem w środowiskach asyryjskich i chrześcijańskich. Na jeden z tych komentarzy zareagował znany poeta asyryjski George Szlimon Bettio, publikując przejmujący tekst o charakterze lamentu. Oto jego treść:

 

Do mojego przyjaciela, asyryjskiego działacza Soulemana Yuspha,

 

            W tym, co napisałeś, odnalazłem ból nakładający się na ból i ranę pogłębiającą kolejną ranę.

            Dla kogo biją dzwony, Sulejmanie, skoro nikt już nie powraca?

            Czy dla wiosek, które nagle zgasły?

            Dla domów zamkniętych niczym martwe powieki?

            Dla imion pozostawionych na ścianach, podczas gdy ich właściciele utknęli na lotniskach i emigracyjnych szlakach?

            Dla kogo biją dzwony?

            Czy dla ziemi, która przestała przemawiać własnym językiem?

            Dla dzieci uczących się nowej geografii, zanim zdołały poznać położenie swoich rodzinnych wiosek? Dla matek, które lepiej pamiętają liczbę tych, którzy odeszli, niż tych, którzy pozostali przy życiu?

            Dla kogo biją?

            Czy dla dzwonów rozbrzmiewających w każdą niedzielę jedynie dlatego, że same odmawiają uznania, iż rozbrzmiewają już w pustce?

            Dla kogo biją?

            Czy dla tych, których wygnano z polityki, zanim jeszcze wygnano ich z ojczystej ziemi? Dla tych, których wykorzystuje się w szkołach, w handlu, w partnerstwach i na emigracji — we wszystkim z wyjątkiem rzeczywistej reprezentacji politycznej?

            Dla kogo biją?

            Czy dla tych, których wychwala się za czystość i uczciwość, by następnie wykluczyć ich z procesu podejmowania decyzji?

            Dla tych, których szkoły stawia się za wzór, lecz przed którymi zamyka się drzwi parlamentu?

            Dla tych, których uczciwość uznaje się za przykładną, a mimo to usuwa z miejsc należnych im w ojczyźnie?

            Dla kogo biją?

            Czy dla tych, którzy stali się jedynie „ozdobą”, a nie pełnoprawnymi mieszkańcami?

            Dla tych, którzy przeobrazili się w „piękne wspomnienie”, a nie partnerów wspólnego losu?

            Dla kogo biją?

            Czy dla tych, którzy nieśli ojczyznę na swoich barkach, aż odkryli, że ojczyzna przestała nieść ich samych?

            Dla kogo biją?

            Czy dla tych, którzy nie prosili o przywileje, lecz jedynie o swoje miejsce?

            Nie domagali się władzy, lecz uznania; nie oczekiwali daru, lecz możliwości przetrwania.

            Dla kogo biją?

            Czy dla tych, którzy zaczęli pytać: „co jeszcze nam pozostało?”

            Dla kogo biją?

            Czy dla tych, którym nie pozostało już nic poza dzwonami, grobami, językiem duszącym się w gardle, imionami oczekującymi swoich właścicieli oraz domami wypatrującymi kluczy, które nigdy już nie powrócą?

            Czy dla ojczyzny, która stała się zbyt mała, aby ich pomieścić, i zbyt ciasna, aby ich uznać?

            Dla kogo biją, Soulemanie?

            Dla tych, którzy odeszli, czy dla tych, którzy pozostali?

            A może dla tych, którzy sami nie wiedzą już, czy należą do odchodzących, pozostających czy zapomnianych?

            Dla kogo biją?

            Czy dla tych, którym nie pozostało już nic poza wzniesieniem kielicha — nie za ojczyznę, lecz za tych, którzy nadal ją dźwigali, aż złamały się ich plecy?

 

George Shlimon Bettio, „Syn symbolu i pamięci”
24 maja 2026 r.